sobota, 6 czerwca 2009
sobota, 30 maja 2009
Kocia poezja
Radek Jóźwiak:
Spróbujmy Broniewskiego.
Kiedy przyjdą odebrać Ci,
To co tak lubisz – kuwetę
Kiedy tylko otworzą drzwi
By do kuchni wtargnąć z impetem
I gdy rzucą się wrzaskiem,
zabrać ci skrzynkę z piaskiem
Ty z kosmatych swych łap
dobądź pazur
I drap.
Są w tym domu rachunki krzywd
Żarcie złe i obecność owczarka
Lecz przez okno nie umknie nikt
Bo podłości przebrała się marka
Cóż, ze w misce zbyt często niestety
Miast whiskasa cuchnący schab
Na tę rękę w kierunku kuwety
Rzuć się kocie
I drap….
Źródło: znalezione na Goldenline w grupie humor-dowcip
poniedziałek, 18 maja 2009
Twój kot kupowałby...

Wizerunek Whiskasa w Internecie jest fatalny. Większość opiekunów kotów zdążyła się dowiedzieć że jest to najgorszy syf (nie różniący się od karm marketowych, oraz najbliższej konkurencji czyli Kite-Kata i Darling). Prawie każdy kto zaglądał na forum kocie wie, że karmy te mają ok. 4% mięsa (dla typowego mięsożercy jakim jest kot to zdecydowanie za mało), oraz mnóstwo chemii poprawiającej smak i zapach. Najczęściej pojawia się porównanie typu „Whiskas jest jak MacDonalds. Smakuje dobrze, ale jedzenie go non stop jest zdecydowanie niezdrowe”.
Właściwie tego wpisu tu nie powinno być, ponieważ zgadzam się z tym w 100%. I sama uważam, że Whiskas to nie jest to, czym powinien odżywiać się mój kot. Jest jednak małe „ale”. Kot to wybredne zwierzę i nie zje tego co ja uważam, że jest dla niego dobre, tylko to co sam chce. Sprowadza się to do tego, że je właśnie saszetki Whiskasa (z zaledwie 4% wołowiny), oraz piersi z kurczaka – ale tylko bardzo świeże i wyłącznie surowe. Taką dietę przeplata chrupkami – wyłącznie jednej marki i tylko jednego rodzaju (dla bardzo wybrednych kotów). Gdy jednak któregoś z tych składników diety brakuje kot podnosi bunt. Miauki kuchenne stają się wyjątkowo natarczywe (nie proszące, lecz żądające), a sam kot zaczyna głodówkę, której nie przerywa dopóki nie dostanie tego co chce.
Próby wprowadzenia domowego jedzenia szybko wybił mi z głowy. Drogie i dobre (w moim mniemaniu) karmy - nietknięte, z łaski powąchane - lądowały u dzikusów.
Kiedyś myślałam, że opiekun kota jest w grupie docelowej producentów karmy. Przekonałam się, w jakim byłam błędzie. To same koty są w tej grupie docelowej. Co z tego, że to ja robię zakupy, jeśli to kocisko decyduje co mam mu kupić? Z kotem nie wygram. Kot to nie pies i nie zje wszystkiego ;-).
Fakt, że każdy kot jest inny. Ich preferencje też się różnią. Niektóre zjedzą wszystko co im się poda. Większość będzie jednak wybrzydzać.
Jakże przenikliwie brzmi w tej sytuacji hasło reklamowe wspomnianej karmy dla kotów: „Twój kot kupowałby…”.
Wizerunek Whiskasa w Internecie jest fatalny. Większość opiekunów kotów zdążyła się dowiedzieć że jest to najgorszy syf (nie różniący się od karm marketowych, oraz najbliższej konkurencji czyli Kite-Kata i Darling). Prawie każdy kto zaglądał na forum kocie wie, że karmy te mają ok. 4% mięsa (dla typowego mięsożercy jakim jest kot to zdecydowanie za mało), oraz mnóstwo chemii poprawiającej smak i zapach. Najczęściej pojawia się porównanie typu „Whiskas jest jak MacDonalds. Smakuje dobrze, ale jedzenie go non stop jest zdecydowanie niezdrowe”.
Właściwie tego wpisu tu nie powinno być, ponieważ zgadzam się z tym w 100%. I sama uważam, że Whiskas to nie jest to, czym powinien odżywiać się mój kot. Jest jednak małe „ale”. Kot to wybredne zwierzę i nie zje tego co ja uważam, że jest dla niego dobre, tylko to co sam chce. Sprowadza się to do tego, że je właśnie saszetki Whiskasa (z zaledwie 4% wołowiny), oraz piersi z kurczaka – ale tylko bardzo świeże i wyłącznie surowe. Taką dietę przeplata chrupkami – wyłącznie jednej marki i tylko jednego rodzaju (dla bardzo wybrednych kotów). Gdy jednak któregoś z tych składników diety brakuje kot podnosi bunt. Miauki kuchenne stają się wyjątkowo natarczywe (nie proszące, lecz żądające), a sam kot zaczyna głodówkę, której nie przerywa dopóki nie dostanie tego co chce.
Próby wprowadzenia domowego jedzenia szybko wybił mi z głowy. Drogie i dobre (w moim mniemaniu) karmy - nietknięte, z łaski powąchane - lądowały u dzikusów.
Kiedyś myślałam, że opiekun kota jest w grupie docelowej producentów karmy. Przekonałam się, w jakim byłam błędzie. To same koty są w tej grupie docelowej. Co z tego, że to ja robię zakupy, jeśli to kocisko decyduje co mam mu kupić? Z kotem nie wygram. Kot to nie pies i nie zje wszystkiego ;-).
Fakt, że każdy kot jest inny. Ich preferencje też się różnią. Niektóre zjedzą wszystko co im się poda. Większość będzie jednak wybrzydzać.
Jakże przenikliwie brzmi w tej sytuacji hasło reklamowe wspomnianej karmy dla kotów: „Twój kot kupowałby…”.
Wyższość kota nad psem
Ulubiony fragment z pisarstwa Jerzego Pilcha "dowodzący" wyższości kotów nad psami.
"Obserwuję bacznie matczyne psy i nie mam cienia wątpliwości: w znaczeniu ewolucyjnym pies w stosunku do kota jest dobrych kilka miliardów lat do tyłu. Kiedy starożytne koty refleksyjnie wygrzewały się na murach Akropolu i Koloseum, psy w najlepszym wypadku mieszkały w platońskich pieczarach. (Najwybitniejsze psie jednostki być może w poszukiwaniu bursztynu grzebały w piachu nad Bałtykiem).
Kotu o coś uniwersalnego - poza żarciem - w życiu chodzi. Psu chodzi wyłącznie o żarcie. Kot nieustannie poznaje i studiuje rzeczywistość, pies ją oszczekuje tępo. Kot ma własną wizję świata, pies takiej wizji nie ma. Kot jest panem, pies jest niewolnikiem. Kot jest nadbudowa, pies jest baza. Kot ma pysk wredny, ale inteligentny, pies ma mordę poczciwą ale debilną. Kot jest wymagającym partnerem człowieka, pies jest jego ślepym i podatnym na upokarzające tresury lokajem. Pies nie ma tożsamości, ponieważ pies nie tylko chce być z człowiekiem, pies po prostu chce być człowiekiem, pies chce być ściśle jak człowiek. Kotu tego rodzaju upokarzająca i utopijna metamorfoza nawet do głowy nie przyjdzie. Kot chce być kotem. Kot ma wyraziście rozwinięte poczucie tożsamości, ma on też - w przeciwieństwie do psa - godność swej tożsamości. Kot jest królewskim przykładem istnienia spełnionego, pies jest wiecznym niespełnieniem, ucieleśnieniem odwiecznej, trywialnej skargi, iż nigdy nie jest się tym, kim by się chciało być.
Skuteczna tresura, w rezultacie której pies zaczyna wykonywać paraludzkie czynności, powinna być obwarowana zakazami prawnymi i religijnymi. Jest to przykład złowieszczej uzurpacji człowieka próbującego bezbożnie kształtować przyrodę na swoje podobieństwo i czerpiącego z tej uzurpacji dwuznaczne rozkosze. Jeśli człowiek jest panem stworzenia, to przysposabianie psa do człowieczeństwa i czynienie z niego przez to quasi-pana stworzenia jest aktem bluźnierczym. Posiadać zwierzę i zachwycać się tym, że to zwierzę się uczłowiecza, że się, nie daj Panie Boże, upodabnia do nas, to jest przecież przejaw zwykłego zwyrodnienia. Gdybym miał psa i gdyby ten pies (co w przypadku psa jest nieuniknione) upodabniał się do mnie, miałbym silne poczucie, że zwierzęciu dzieje się nieodwracalna krzywda. Z całą pewnością nie odczuwałbym cienia satysfakcji, cienia przyjemności. Może ktoś mi powie, bo sam nie wiem, może ktoś mi powie, jaka to byłaby przyjemność oglądać od samego rana zionące spirytualiami, wiecznie skacowane bydlę o roztrzęsionych łapach? Jaka to jest satysfakcja mieć koło siebie stworzenie skłonne do studziennych depresji, swoimi sprawami wyłącznie zajęte i pod pretekstem, że magnez wypłukany, wyżerające całą czekoladę z kredensu? A na jaką jasną cholerę byłby mi zramolały kundel z nadwagą samczący się obleśnie na widok każdej wyczesanej i zadbanej suczki?
Niepodległy niczemu kot nie przejmie naszych przypadłości, nie upodobni się, zachowa tożsamość, a zachwyt dla jego doskonałości będzie jak katharsis. Po paru latach, jakie od dnia stworzenia przeszły, dziś już jasno widać, że Panu Bogu poza kotami nic się do końca nie udało. Koty są stworzeniami skończonymi, reszta świata, łącznie z psami, jest wadliwa. Taki jest obiektywny stan rzeczy i daremnie jest, i nie należy nań się uskarżać. Nie należy też z tego co piszę wyciągać pochopnego wniosku, jakobym miał jakieś osobiste kynologiczne urazy, bo ich nie mam.
Trzymam się obiektywizmu oraz dzielę obserwacjami czynionymi na przykładzie pary matczynych, żyjących w wiecznej nienawiści suk. Psy te, jak sądzę, w towarzystwie mojej toksycznej matki czują się świetnie, ponieważ same są toksyczne i bliskie im są obosieczne zasady: bezwzględnej podległości, ślepego posłuszeństwa i całkowitego uzależnienia. Kot nie czułby się tu dobrze, kot nie chciałby tu sprawować władzy, bo kot żyje wedle zasad niepodległości, niezależności i wolności.
Pies preferuje system represyjny, kot demokrację. Pies to jest ustrój totalitarny, kot to jest seks partnerski. Kot jest synonimem, symbolem i ucieleśnieniem Niezależności."