Czy można ufać w wyniki pracy osobie, która zajmuje się pracą naukową, a która jednocześnie wierzy w boga?
W związku z dzisiejszym postem gościnnym Artura J. u Alexa dotyczącym wiary ponownie mnie ta myśl naszła. Wnioski jakie wysnuwam nie są jednoznaczne.
Naukowiec, to ktoś kto posługuje się rozumem. Osoba wierząca natomiast odrzuca ten rozum jako narzędzie do rozwiązywania podstawowych problemów życiowych. Całe swoje życie, przemyślenia oparte są na wierze (nie wiedzy) w coś, czego prawdopodobieństwo istnienia jest równe prawdopodobieństwu istnienia krasnoludków i królewny śnieżki. Czy można mieć aż tak wielkie „rozdwojenie jaźni” i w pracy używać rozumu, a w życiu prywatnym już nie?
Jeśli ktoś tego rozumu nie używa w życiu prywatnym, zachodzi duże prawdopodobieństwo zastosowania pewnych odstępstw od jego używania również w pracy zawodowej…
Co wy na to?