Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 czerwca 2009

Przepracowanie

Ostatnio odkryłem, dlaczego jestem PRZEPRACOWANY.

Ludność Polski to 38 793 513 osób.

12 654 329 jest na emeryturze, a 2 596 325 - na rencie, to zostawia 23 542 859 osób do pracy.

10 632 205 jest w szkole, co daje 12 910 654 pracujących.

Z nich 9 938 732 jest zatrudnionych w budżetówce, czyli 1 971 922 pracuje poza budżetówką.

279 568 jest w wojsku, co zostawia 1 692 354 do pracy.

Niestety 1 000 251 jest bezrobotnych, co zostawia 692 103 pracujących.

W każdym momencie 600 000 ludzi jest w szpitalach, zostawia to 92 103 pracujące osoby.

W więzieniach siedzi 92 101 osób...

Zostają dwie osoby, aby pracować: Ty i ja...

A Ty siedzisz przed komputerem i czytasz dowcipy.

Żródło: miczek.pl, choć znalezione na GL w wątku o ZUS ;-)

wtorek, 26 maja 2009

Huraganowe żniwa czas zacząć

Wczoraj rozmawiałam z kilkoma znajomymi. Dość pesymistyczny obraz wyłonił się z tych rozmów. Każdy z nich pracuje na własny rachunek – jedni na umowę o dzieło lub zlecenia, inni prowadzą niewielką działalność gospodarczą. Każdy z nich znalazł się w impasie. Od miesiąca –dwóch lub trzech miesięcy nie mają zleceń. Banki nie zamierzają im pomagać w przetrwaniu tego trudnego okresu – mimo dobrej historii kredytowej, mimo wysokich dotychczasowych dochodów. Składki na ubezpieczenia zdrowotne i społeczne schodzą na plan dalszy. Powstaje zadłużenie wobec ZUSu, spłata kredytów hipotecznych czy konsumpcyjnych jest już właściwie niemożliwa. Większość z nich trwa w oczekiwaniu na jakąś zmianę. Gdy nic się nie ruszy w ciągu najbliższego miesiąca planują wyjazd. Ten wiąże się jednak z dużymi obawami. W końcu za granicą też szaleje kryzys. Ich sytuacja materialna wygląda fatalnie. A będzie wyglądać jeszcze gorzej.

Na kryzysie zyskują nieliczni (m.in. firmy windykacyjne), sytuacja części nie zmienia się (przede wszystkim pracowników sfery budżetowej), większość firm traci.

Pesymizm w szacowaniu wzrostu (a raczej spadku) PKB jest obecnie jak najbardziej wskazany. Kryzys to taki huragan, który zrywa z drzewa wszystkie suche liście. Niefortunnie zostawia nienaruszony pewien typ liści czyli właśnie sferę budżetową. Najlepiej się trzymają Ci, którzy nie produkują PKB. To Oni wysysają soki z tych zdrowych, żywych liści – wysuszając je i pozwalając im upaść.

Huragan zaczyna zbierać swoje żniwo…

niedziela, 24 maja 2009

Cudowna mikstura

Mając swój profil w Goldenline i Profeo dość często dostaję zaproszenia do kontaktu od osób które rozpoczęły swoją przygodę z Akuną, próbując się dorobić na MLM-owym systemie sprzedaży cudownego środka Alveo.

Społeczności biznesowe to doskonałe pole dla tych „szamańskich sprzedawców”. Do tej pory ich możliwości rekrutacyjne były ograniczone do znajomych i znajomych znajomych. W Internecie dostrzegli, że rekrutację mogą prowadzić również wśród zupełnie obcych osób.

Zakładają więc swoje grupy na których opisują cudowny specyfik i efekty jego działania, w wątkach dotyczących zdrowia (gdy ktoś pyta o radę, bądź nie pyta) wcinają się z polecaniem tego produktu jako doskonałego na wszelkie dolegliwości, dołączają do kontaktu wszystkich nieznajomych, by później pisać do nich (oczywiście o Akunie i Alveo), lub po prostu ślą maile z propozycją współpracy.

Ciekawe jest to, że przekonywanie do współpracy zawsze następuje na osobistym spotkaniu, a nie przez przesłanie materiałów informacyjnych mailem. Jeżdżą więc na spotkania z ludźmi po całej Polsce. To ich misja i ich nowy „lepszy” sposób życia. Sprzedają nie tylko produkt, ale też marzenia o tym, że inni też mogą tak żyć: jeździć po Polsce, mieć ciekawą, niewymagającą pracę i szybko rosnący dochód pasywny. Sądząc po zwiększającej się liczbie takich „sprzedawców marzeń” w Internecie ten biznes jakoś się kręci, a naiwnych nie brakuje.

Dlaczego ludzie kupują produkt, który jest kombinacją kilku ziółek w cenie 200 zł. skoro w aptece taką mieszankę (lub podobnie działającą kombinację) mogą kupić w cenie 10-krotnie niższej?

Odpowiedź nasuwają sami sprzedawcy pisząc, że ziółka nie mają konkurencji – kombinacja jest na tyle unikalna, że tylko te ziółka są aż tak bardzo skuteczne. Dobre i prawdziwe, ale tylko część odnosząca się do konkurencji. Nie ma konkurencji, ponieważ ziółka nie są sprzedawane tam, gdzie tę konkurencję mają – czyli np. w aptece lub sklepach zielarskich, ale tam gdzie jej nie ma: w domach potencjalnych nabywców. Taka metoda sprzedaży powoduje, że kupujący nie ma żadnych informacji na temat konkurencyjnych produktów – nie może porównać ich składu, nie może porównać ich ceny. Ma ograniczone możliwości wyboru. Może kupić lub nie kupić. Ten potencjalny kupiec poza ograniczonym wyborem ma jeszcze kilka innych powodów by jednak kupić ten (nie inny) produkt. Sprzedawca opowiada o skuteczności produktu. Produkt teoretycznie działa na wszystko – potrafi nawet zniszczyć komórki rakowe. Nie da się tego jednak potwierdzić, ale co z tego, skoro sprzedawca wygląda na osobę uczciwą, sympatyczną i troszczącą się o zdrowie (zupełnie nie jak lekarze). Więc zapewne mówi prawdę. Sprzedawca jest też zadbany i dobrze ubrany – powodzi mu się, więc zapewne dużo sprzedaje, a dużo sprzedaje, ponieważ cudowne ziółka naprawdę działają. Każdy człowiek po chwili zastanowienia jest w stanie znaleźć w sobie jakieś dolegliwości zdrowotne lub psychiczne (bo i na takie ziółka pomagają). Każdy więc ma motywację, by to „naprawić” testując ziółka. To jednak nie wszystko – każdy chce dobrze wyglądać i dobrze zarabiać. A dzięki temu, że będzie współpracować otrzyma ziółka taniej (dla siebie), a jednocześnie będzie mógł sam rozwinąć swoją działalność i wreszcie zacząć normalnie zarabiać. Przy wysokim poziomie bezrobocia niskich zarobkach dla większości osób jest to bardzo kusząca propozycja.

Sama tego typu działalność postrzegam za działalność nie tyle nielegalną co nieprzejrzystą i nieetyczną. . Nigdy nie kupiłam niczego od osoby, która oferowała coś dzwoniąc lub pukając do drzwi (lub próbując w inny sposób namówić mnie na osobiste spotkanie informacyjne o produkcie). Dlaczego? Bo taka metoda sprzedaży jest najbardziej podatna na manipulację. No i przede wszystkim: nie ma możliwości (tak jak w sklepie) porównania produktów kilku konkurencyjnych firm - znając jednak ceny produktów sprzedawanych w tym systemie, wiem, że w porównaniu z konkurencyjnymi produktami (sprzedawanymi w tradycyjnym obrocie) po prostu nie miałyby szans.

Zainteresowanych prawdziwą skutecznością produktów Alveo zachęcam do przeczytania artykułu: Alveo. Moja przygoda z cudowną miksturą.

wtorek, 12 maja 2009

Jak studiować?

"Jak" a nie "czy". Bo że studiować to oczywiste. Ale czy na pewno w wymiarze akademickim, czy może jednak "na własną rękę"?
Tutaj Alex pisze o tym kiedy i dlaczego warto podjąć formalne studia. Przeczytać powinien to każdy, kto planuje właśnie rozpoczęcie studiów licencjackich, magisterskich, czy podyplomowych. Ja ponad 10 lat temu zdecydowałam się na studia formalne. Gdybym jednak przeczytała to wcześniej, prawdopodobnie decyzja byłaby inna. Włożyłam trochę (nie za dużo, w sam raz jak na moją leniwą duszę) wysiłku w to aby się dostać na dzienne studia na renomowanej uczelni. Wyobrażałam sobie jak zmieni się mój świat, jakich inteligentnych ludzi tam poznam, jakich ciekawych rzeczy się nauczę. Rozczarowanie było tak silne jak moje oczekiwania.
Na studiach nauczyłam się jedynie jak przyswoić sobie odpowiednio dużą partię materiału w jedną noc i jak zdać kolokwium lub egzamin jeśli się ta sztuka (nauka w jedną noc) nie udała.
Studia nie okazały się tak całkiem bezwartościowe. Poznałam kilku ludzi, którzy mieli coś do powiedzenia. Przeczytałam masę książek, oczywiście z innej dziedziny niż wybrany kierunek studiów (i nie opracowań, ale materiałów źródłowych) i usunęłam parę klapek sprzed oczu (o czym można poczytać tu (ponownie na blogu Alexa)
To samo mogłabym jednak zrobić nie tracąc przy okazji czasu na uczenie się czegoś kompletnie nieprzydatnego.

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

praca biurowa i prawdopodobieństwo

Szukam pracy biurowej. Chciałabym/chciałbym pracować w biurze.

Do tego załącznik w postaci rtf, formatowanie tekstu opanowane na poziomie 2 minus. W cv informacja o skończonych szkołach, w przypadku posiadania jakiegoś doświadczenia dodatkowo nazwa firmy i lata pracy. Zero informacji dotyczących wykonywanych zadań, zero informacji na temat tego co dana osoba chciałaby w tym biurze robić, jakie mieć stanowisko, czym się zajmować, jakie z tych potencjalnych obowiązków ma opanowane w praktyce, jakie w teorii itp.

Tego typu maili dostaję po kilka dziennie. Czasem więcej, czasem mniej.

Profesjonalne cv z listem motywacyjnym pojawia się może raz na 100 - 200 zgłoszeń. Muszę dodać, że nie poszukuję pracowników, a jeśli już to nie biurowych i ogłoszeń tego typu nie publikuję ani w gazetach ani w Internecie.

Zdarza mi się jednak takie maile przeglądać całkiem często, dlatego mogę z czystym sumieniem powiedzieć: tragedia.

To, jak konstruowane są aplikacje to jedna sprawa. Postaram się pokazać w najbliższym czasie jak pisać aplikację by została przez przedsiębiorcę zauważona, preczytana i by skutkowała zaproszeniem na rozmowę. Ale to za jakiś czas.

Dzisiaj poruszę inną kwestię. Prawdopodobieństwa.

Prawdopodobieństwo to kwestia niezwykle istotna dla osób poszukujących pracy biurowej. Dlaczego? Ponieważ prawdopodobieństwo otrzymania takiej pracy jest niewielkie. Każda firma musi coś sprzedawać: produkty lub usługi. Produkcja i sprzedaż to podstawa działalności firmy. Praca biurowa to administracja ewentualnie marketing, które tę podstawową działalność wspierają.

W praktyce wygląda to w ten sposób, że na jednego pracownika biurowego przypada kilku/nastu pracowników produkcyjnych oraz kilku/nastu sprzedawców.

A więc pracy w firmach dla pracowników biurowych jest kilkukrotnie mniej niż dla pracowników produkcyjnych lub handlowców. Maksymalnie 20% ofert pracy zatem to oferty dotyczące pracy biurowej.

Z drugiej strony najwięcej osób szukających pracy chciałoby otrzymać właśnie taką pracę - czyli za biurkiem. Odwrotnie patrząc - ofert pracy dla handlowców jest najwięcej, chętnych najmniej. Co to oznacza? Że najłatwiej dostać pracę handlowca, najtrudniej dostać pracę biurową. Z tą drugą pojawia się problem dodatkowy, ponieważ w związku z niewielkimi (najczęściej) wymaganiami wobec kandydatów dostają ją najczęściej osoby spokrewnione bądź znajomi pracodawcy (z racji tego, że wśród tych znajomych jest conajmniej 80% szukających właśnie takiej pracy). Ogłoszenia o poszukiwaniu pracownika typowo biurowego prawie się nie pojawiają, lub pojawiają się tylko po to by spełnić formalne warunki rekrutacji.

Biorąc pod uwagę, że podaż pracy w Polsce jest ok. 3 razy większy niż popyt na pracę, oraz to że ofert pracy biurowej wśród wszystkich jest ok 20%, a 80% wszystkich bezrobotnych szuka właśnie takiej pracy oszacowałam prawdopodobieństwo otrzymania takiej pracy: z moich wyliczeń wyszło, że wynosi ono okoł 10% (zakładam spory margines błędu ;-)). Czyli 1 osoba na 10 szukających pracy biurowej otrzyma ją.

A co z resztą? jeśli uparcie będzie szukać wyłącznie tego typu pracy i nie przyjmie innej - pozostanie bezrobotna. Być może do końca życia na garnuszku państwowym, na garnuszku męża, rodziców albo opieki społecznej. I na nic żale, że skończyło się wyższe studia, a pracy niet.

Chcesz się znaleźć wśród tych wszystkich jęczących i biednych, czy chcesz coś ze swoim życiem zrobić?

Anonimowa osobowość internetowa

Istnieją w Internecie narzędzia typu blogi, fora, gdzie można uzyskać względną anonimowość. Pojawił się też jednak trend prezentacji własnej osoby pod imieniem i nazwiskiem na portalach zawodowych typu Goldenline, LinkedIn czy Profeo.

Mój profil (jako właściciela firmy) jest jednocześnie wizytówką firmy na wspomnianych portalach. Miejsce idealne do tego by „sprzedać” samego siebie lub swoje produkty czy usługi. Na portalach tych człowiek sam staje się produktem. To poprzez publiczne wypowiedzi możemy przyciągnąć pracodawców, zleceniodawców, klientów. Ale też przy nieumiejętnym zarządzaniu własnym profilem możemy te same osoby do siebie zniechęcić.

Obecnie każdą osobę, z którą zamierzam współpracować „prześwietlam” w Internecie. Jeśli danej osoby nie znajduję w przestrzeni Internetowej jest ona również dla mnie niewidzialna na polu współpracy. Jeśli znajduję jej profil w Internecie (czy to blog pod własnym imieniem i nazwiskiem czy konto na Goldenline) to ma plus na wstępie. Ale taki profil podlega z automatu ocenie. Wypowiedzi publiczne dają obraz tego jak będzie wyglądać współpraca na tle zawodowym.

Wiem, że ja również jako dostawca podlegam podobnej ocenie moich klientów.

Nawet z pozoru niewinna pisanina może powodować moralnego kaca parę lat później. Pozostawianie Googlom negatywnego materiału o swojej osobie nie jest rozsądnym posunięciem a usunięcie własnych wypowiedzi nie jest takie proste jakby się wydawało.


Tak więc pojawia się potrójna osobowość: internetowa pod pseudonimem, gdzie możemy sobie pozwolić na więcej luzu i brak kontroli, ta internetowa ale obrandowana realnym imieniem i nazwiskiem i ta ze świata realnego – która najczęściej będzie formą pośrednią pomiędzy tą całkowicie kontrolowaną internetową i tą internetową pod pseudonimem.

Pytanie, która z tych osobowości najbardziej oddaje osobowość pierwotną, prawdziwą?

Ta niekontrolowana, ta nieokrzesana… moim zdaniem jest kluczem do poznania człowieka.

Jeśli człowiek pozostaje anonimowy pozwala sobie na wyrażanie poglądów nieakceptowalnych społecznie. Pozwala sobie na zachowanie nieakceptowalne społecznie. Taki człowiek nie zmienia swoich poglądów gdy jest identyfikowany. On wtedy ich tylko nie ujawnia z obawy o negatywne konsekwencje wypowiedzenia ich.

Sama jestem typowym outsiderem. Zostałam czarną owcą w rodzinie. Jestem leseferystką, twierdzę, że człowiek jest na wskroś egoistyczny a altruizm jest tylko pochodną egoizmu, uważam, że każdy ma prawo decydować o swoim ciele i swoim życiu (pod warunkiem że nie przekracza granicy wolności drugiego człowieka), uważam że... [i tu jeszcze wiele innych "uważam", lub "wiem" o czym jeszcze nie raz tu wspomnę ;-)]. Tego typu postaw nie jest w stanie zaakceptować przynajmniej 99% społeczeństwa.

Dlatego właśnie postanowiłam pisać tego bloga pod pseudonimem. Stopa Procentowa to moje prawdziwe JA.