Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gospodarka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gospodarka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 maja 2009

Kryzysowe rady

Firmy zaczęły dotkliwie odczuwać spadek sprzedaży. Jako pierwsza poleciała w dół branża budowlana, nieco później motoryzacyjna. Obecnie właściwie już w prawie w każdej branży odczuwalne są spadki. Wyjątki są nieliczne, ale istnieją. Przedsiębiorstwa windykacyjne mają pracy zdecydowanie więcej niż przed kryzysem. Dobrze ma się też branża kosmetyczna. Dobry wynik sprzedaży kosmetyków to tzw. lipstick effect. Konsumentów nie stać na luksus kupna samochodu czy drogie wakacje, ale stać na luksus kupna szminki, czy dobrych perfum.

Obroty dobrych restauracji maleją, ale rośnie sprzedaż produktów pozwalających na przyrządzenie dobrego posiłku w domu. Samochody w czasie kryzysu kiepsko się sprzedają, ale sprzedaż rowerów ma się całkiem dobrze. Wypoczynek w drogich hotelach nie będzie tak popularny, za to oblegane mogą być niedrogie gospodarstwa agroturystyczne. Wymieniać tak można długo.

Generalnie jednak kryzys to czas spadków. Sprzedaż leci w dół, klienci nie mają pieniędzy na utrzymanie wysokości zakupów na poziomie sprzed kryzysu, nie mogą też posiłkować się kredytami (bo tych banki nie chcą udzielać), firmy mają koszty zbyt wysokie w stosunku do spadających ciągle przychodów, zaczynają więc wpadać w długi. Brakuje pieniędzy na ZUS, zaczyna brakować na wypłaty wynagrodzenia. Banki nie zamierzają pomagać w przetrwaniu kryzysu i utrzymaniu płynności. Pojawia się panika. Pojawiają się też „dobre rady”. Każdy wie najlepiej co zrobić aby wyjść z kryzysu obronną ręką. Agencje marketingowe twierdzą, że tylko zwiększenie wydatków na promocję i reklamę pomoże przejąć klientów od upadającej konkurencji. Firmy szkoleniowe twierdzą, że tylko dobre szkolenia i odpowiednie zmotywowanie handlowców pozwolą zwiększyć sprzedaż. Agencje badawcze zajmujące się badaniami typu Mystery Shopping twierdzą, że tylko poprawa jakości obsługi pozwoli na zatrzymanie swoich klientów i przejęcie klientów od konkurencji.

Pytanie: czy można wierzyć w takie zapewnienia tym, którzy na nich zarobią?

Nawet jeśli wierzą oni w to co mówią, czy faktycznie mają rację?

Co więc może zrobić firma w sytuacji gdy sprzedaż spada?

Moim zdaniem ma dwie drogi. Jeśli jest elastyczna może sprawdzić, jakie produkty (lub usługi) z wachlarza produktów jakie jest w stanie zaoferować będą budzić największe zainteresowanie u klientów w czasie kryzysu. To nawet niekoniecznie musi być nowy produkt, to może być produkt stary, ale lekko zmodyfikowany w taki sposób by spełniał aktualne potrzeby klientów. W niektórych przypadkach wystarczy uwypuklenie danej cechy produktu, która dopiero w czasie kryzysu staje się dla klientów istotna. Pytanie jakie się pojawia to: jak znaleźć produkt, który będzie się sprzedawać najlepiej, lub jak odnaleźć tę cechę produktu, która spowoduje wzrost sprzedaży? Odpowiedź jest prosta – wystarczy się wsłuchać w potrzeby klientów. Do tego nie są potrzebne drogie badania.

Można zrealizować proste badanie internetowe (w ostatecznej "biedzie" można skorzystać z darmowych narzędzi do tego celu np. formularzy google), można też po prostu przeszukać Internet i sprawdzić czego Internauci szukają, co w pewnych produktach im nie odpowiada, co by chcieli zmienić.

To jest pierwsza droga. Jaka jest druga? Jeśli nic się nie da zrobić, nie da się zmienić wachlarza produktów, nie da się uwypuklić cechy produktu pozwalającej na większą sprzedaż trzeba się zwinąć w kokon i próbować przeczekać trudne dni przez jak najdłuższy czas. Trzeba ściąć koszty do niezbędnego minimum. Zwolnić większość pracowników zostawiając tylko tylu ilu jest koniecznych do funkcjonowania firmy, jeśli to możliwe obniżyć koszty biura (wynajmując część powierzchni innej firmie lub przenosząc się do mniejszego i tańszego lokalu), ściąć wydatki na reklamę (i tak nieskuteczną w przypadku niesprzedawalnych produktów), ściąć wydatki na szkolenia itp. W ten sposób długi wynikające z niższej sprzedaży będą rosły zdecydowanie wolniej (wolniej niż w przypadku mniej rozważnie planującej wydatki konkurencji), dzięki czemu firma dłużej przetrwa. Celem jest w tym przypadku przetrwanie dłużej niż konkurencja, dzięki czemu Ci nieliczni klienci zaczną kupować wyłącznie w tej firmie (z braku innych) lub przetrwanie do czasu zakończenia kryzysu i ponownego wzrostu sprzedaży.

Oto moje proste kryzysowe rady ;-)

poniedziałek, 18 maja 2009

Zły Janosik

Pomysł Janosika czyli "Zabrać bogatym, oddać biednym" to pomysł najgorszy z możliwych w przypadku gdy Janosikiem jest "Państwo". Dlaczego? Bo biednieją wszyscy. Bogaci tracą motywację do bogacenia się (przynajmniej takiego legalnego) i schodzą do szarej strefy (bo im więcej państwo zabiera z tego co zarobią tym większe ryzyko związane z nielegalną działalnością się opłaca), a biedni paradoksalnie również się nie bogacą, bo tracą do tego motywację (skoro dostają coś za nic, to nie ma sensu się wysilać, żeby to samo lub niewiele więcej zdobyć ciężką pracą).

A co gdyby wszystko odwrócić? Obecnie w Polsce średnia krajowa to niewiele ponad 2000 netto. Gdyby wziąć medianę zamiast średniej ta kwota byłaby jeszcze niższa. Żeby uprościć założę że zdecydowana większość osób pracujących zarabia od 1000 do 2000, przyjmę więc za kwotę wyjściową zarobków statystycznego Polaka 1500 zł netto. Brutto czyli z podatkami ta kwota wynosi 2700 zł. Gdyby więc ten statystyczny Polak nie oddawał swoich ciężko zarobionych pieniędzy państwu miałby w kieszeni prawie dwa razy więcej. Mógłby więc kupić sobie 2 razy więcej, a jego stopa życiowa o tyle by wzrosła. Żeby było śmieszniej ten statystyczny biedny Polak musi tym jeszcze biedniejszym oddać zdecydowanie więcej niż te 1200 zł. W końcu kupując produkty lub usługi również płaci podatek – VAT, akcyzę i cło a do tego w cenę jest też wliczony podatek producenta czyli CIT i inne parapodatkowe opłaty. Kupowane produkty, gdyby nie musiał płacić podatków byłyby więc przynajmniej dwa razy tańsze – Mógłby więc sobie kupić nie dwa razy więcej produktów, ale w sumie 4 razy więcej produktów. Stopa życiowa rośnie diametralnie – mając 4 razy więcej wydanie paruset złotych na porządne ubezpieczenie zdrowotne i społeczne (prywatne) nie będzie stanowiło żadnego problemu. Jak zachoruje, jak się stanie kaleką czy roślinką i nie będzie mógł pracować i tak będzie mógł się utrzymywać ze swojego ubezpieczenia.

To jednak nie jedyny skutek tak odwróconej sytuacji – w końcu mając 4 razy więcej pieniędzy kupi 4 razy więcej produktów lub usług które ktoś musi wyprodukować i kogoś trzeba do tej produkcji zatrudnić. Pojawia się kolejny dochód – tego pracownika i tego producenta, które również pojawią się na rynku jako dodatkowa konsumpcja lub inwestycje.

Pozostaje się zrzucić na ochronę praw (prawa własności, nietykalności oraz przestrzegania zawieranych (dowolnie) umów), czyli na policję i sądy – ale to akurat bardzo niewielki koszt w porównaniu z obecnym.

To dość uproszczony schemat. Co zrobić z obecnym ZUSem i obecnymi emerytami i rencistami pisałam wcześniej.

Nie wszyscy w takim systemie będą bogaci i piękni, ale lepiej żeby 5% żyło w luksusie, 90% na „godnym” poziomie, a tylko 5% w biedzie, niż żeby 90% żyło w biedzie.

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Wiedza dla przedsiębiorców

Użyteczne artykuły dla osób zakładających działalność gospodarczą

Księgowość (PIT, VAT, ZUS)

Na początek antyksięgowość, czyli duży kawałek wiedzy o oszustwach podatkowych - ich charakterystyka, zalety i wady, poziom ryzyka, elementy ryzyka. Czy wiedzieliście, że w rozliczeniach z kościołem nie istnieje ryzyko kontroli krzyżowej? Skarbówka nie jest w stanie skontrolować finansów kościelnych.

sobota, 18 kwietnia 2009

Hegemon

"Stany Zjednoczone Hegemonem Świata" - powiedział dzisiaj Balcerowicz w wywiadzie w TVP Info.
USA pilnuje porządku na świecie - wykorzystując przewagę militarną. Coś jak Hitler w wymiarze państwowym. No i nie chce wytłuc wszystkich Żydów, tylko inne nacje.
Przesłanki do ataków zbrojnych Hitler miał również dobre. Każdy ma swoje usprawiedliwienie dla działań zbrojnych. Atakujący, atakowany i Hegemon.

piątek, 17 kwietnia 2009

Polska bez ZUSu

Scenariusz marzeń:

ZUS jako instytucja zostaje zlikwidowana.

Pieniądze na emerytury dla osób, które płaciły składki idą ze sprzedaży majątku ZUSu i służby zdrowia plus dodatkowych podatków (jeśli będzie potrzeba). Wypłaty emerytur przejmują urzędy skarbowe lub prywatne firmy ubezpieczeniowe.

Bieżące składki na ubezpieczenia zdrowotne, rentowe i emerytalne każdy ubezpieczony płaci tam gdzie chce - wybiera jedną z wielu konkurujących firm ubezpieczeniowych (ochrona zdrowia) i inwestycyjnych (emerytura).

Kończy się spirala płacenia ciągle na poprzednie pokolenia, każdy zaczyna o swoją emeryturę dbać inwestując pieniądze.

Dla przykładu: Osoba, która płaciła do tej pory co miesiąc ZUSowi składki w wysokości 1000 zł, przestaje płacić tę kwotę. Ubezpiecza się prywatnie:

Składkę zdrowotną płaci w wysokości 300 zł - w tym ma wszystko to co wcześniej obejmowało ZUSowskie ubezpieczenie zdrowotne, ale nie musi czekać miesiącami na zabieg, badania są robione od ręki, lekarze są uprzejmi itp.

500 zł inwestuje na emeryturę - przechodząc na emeryturę może żyć z odsetek, lub z samego kapitału, to co zostanie odziedziczą dzieci (obecnie jeśli się emerytury nie dożyje wszystko co się wpłaciło do ZUS przepada).

Zostaje jeszcze 200 zł, które może urząd skarbowy przejąć w ramach podatku na wypłatę emerytur z ZUS osobom, które zdążyły ZUSowi oddać znaczną część swojego wynagrodzenia.

Pracownicy ZUSu zostają zwolnieni (będą niepokoje społeczne, wzrośnie bezrobocie - część z nich jednak pracę znajdzie (m.in. w prywatnych firmach ubezpieczeniowych), może nawet założy własną firmę i obie te grupy przyczynią się do wzrostu PKB i tym samym spowodują że w dłuższym okresie zapotrzebowanie na pracowników i tak wzrośnie). W związku ze zwolnieniami pracowników mamy miliardy zaoszczędzonych pieniędzy.

Majątek trwały ZUSu prywatyzujemy - a wiemy, że to niemały majątek - mamy dodatkowy przychód ze sprzedaży majątku (na wypłaty dla obecnych emerytów) plus oszczędności z tytułu braku konieczności utrzymywania tego majątku.

Cała służba zdrowia zostaje sprywatyzowana - i tak ochronę zdrowia przejmą ubezpieczenia prywatne - a skoro tak, to znowu się pojawiają miliardy na wypłaty na emerytury…

W takim scenariuszu:

sytuacja obecnych emerytów i rencistów odnośnie ich wypłacanych świadczeń nie zmienia się (na te wypłaty są pieniądze z prywatyzacji plus niewielkiego dodatkowego podatku).

Sytuacja obecnych emerytów i rencistów odnośnie ich możliwości leczenia rośnie - za taką samą cenę mają ubezpieczenie prywatne.

Sytuacja obecnie pracujących i płacących składki - odnośnie możliwości leczenia - jak wyżej. Odnośnie emerytur - w końcu mogą te pieniądze zainwestować a nie oddawać na emerytury swoich rodziców. To co zdążyli “odłożyć” w ZUSie dostaną na emeryturze. Oczywiście im dłużej te składki płacili tym gorzej dla nich, bo tym większa część emerytury będzie ZUS-owska a tym mniej zgromadzą odkładając (inwestując) na zdrowych rynkowych zasadach.

W efekcie: jakość służby zdrowia poprawia się, wysokość przyszłych emerytur znacząco rośnie, dochody emerytów rosną, koszty pracy maleją, zatrudnienie rośnie, gospodarka kwitnie i Polska staje się tygrysem Europy

czwartek, 16 kwietnia 2009

Manifest Palikota

"każde rozwiązanie jest dobre, z wyjątkiem jednego: nicnierobienia..."

Tak pisze Janusz Palikot w swoim Manifeście zawierającym pomysły na ratowanie gospodarki.

Zaczyna od banków. Wychodzi z założenia, że banki powinny być zachęcane do większej akcji kredytowej dla biznesu. Jak je do tego nakłonić? Janusz Palikot wymienia 3 główne elementy:

  • kuszenie niższymi podatkami od dochodów banków
  • obniżenie stopy rezerwy bankowej
  • poszerzenie gamy aktywów zabezpieczających transakcje

Kontrowersyjny pierwszy punkt: niższe podatki dla wybranej grupy to społeczna nierówność szans.

Pozostałe pomysły - ciekawe. Liberalizacja prawa w działalności bankowej to kierunek wolnościowy czyli dobry. Pod warunkiem, że równie wolnościowo nastawieni będziemy w sytuacji gdy banki będą upadały. Jeśli będą utrzymywane przy życiu (dotowane przez państwo) mimo złego zarządzania i oceny ryzyka udzielanych kredytów, to ja jednak jestem przeciwna liberalizacji prawa w kwestii zabezpieczeń udzielanych kredytów.


Zupełnie inna kwestia to czy faktycznie zwiększona akcja kredytowa jest najlepszym rozwiązaniem na pobudzenie gospodarki... Nigdy nie byłam zwolennikiem teorii popytowej. Nawet gdyby przyjąć że pobudzamy w ten sposób akcję kredytową na inwestycje, a nie konsumpcję, to pojawia się pytanie: czy koszty wynikające z mieszania w podatkach (w zależności od typu przedsiębiorstwa i innych przesłanek (np. liczy udzielonych kredytów) nie przewyższą korzyści z takiej operacji?