Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 lipca 2009

Obywatele K.

Premiera na Planete dziś wieczorem:

Obywatele K.


film dokumentalny
Francja, 2007, 59 min.

reżyseria: Georges Mink, Eyal Sivan

"Z perspektywy zachodniej Europy Polska może wydawać się bardzo osobliwym krajem. Zwłaszcza, gdy władzę w państwie sprawują dwaj podobni do siebie pod wieloma względami politycy.

Francuski dokument "Obywatele K." to specyficzne spojrzenie na Polskę za czasów rządów braci Kaczyńskich. Ambicją jego twórców było ukazanie mechanizmów władzy na przykładzie biografii tytułowych "Obywateli K.", którzy w momencie powstawania filmu pełnili dwie najbardziej eksponowane funkcje w państwie - prezydenta i premiera. Polska pod ich rządami jest - według reżyserów - krajem znajdującym się między młotem modernizującego wpływu zjednoczonej Europy a kowadłem narodowo-katolickiego populizmu.

W filmie wykorzystano wywiady z braćmi Kaczyńskimi, ich matką oraz Panią Prezydentową, jak również doniesienia mediów i wypowiedzi osób publicznych."

To może być bardzo zabawny dokument :-)

Źródło

czwartek, 25 czerwca 2009

"Liberalny" rząd podnosi podatki.

Nigdy nie twierdziłam, że PO to partia liberalna, tym bardziej ich wspólnik PSL. O PiS-ie nawet nie wspomnę. Wszystkim tym partiom bliżej do socjalizmu, niż do kapitalizmu. I niech poseł Palikot nikogo nie zmyli…

Kiedyś liberalną partią była Unia Wolności. Teraz na straży pozostali tylko Korwin-Mikke i jego śmieszna mucha, Ci jednak nie osiągnęli nigdy progu wyborczego.

Inni liberaliści (np. p. Gwiazdowski) polityką się nie zajmują. I słusznie. Wszyscy powinni się trzymać od tego bagna z daleka.

środa, 24 czerwca 2009

Przepracowanie

Ostatnio odkryłem, dlaczego jestem PRZEPRACOWANY.

Ludność Polski to 38 793 513 osób.

12 654 329 jest na emeryturze, a 2 596 325 - na rencie, to zostawia 23 542 859 osób do pracy.

10 632 205 jest w szkole, co daje 12 910 654 pracujących.

Z nich 9 938 732 jest zatrudnionych w budżetówce, czyli 1 971 922 pracuje poza budżetówką.

279 568 jest w wojsku, co zostawia 1 692 354 do pracy.

Niestety 1 000 251 jest bezrobotnych, co zostawia 692 103 pracujących.

W każdym momencie 600 000 ludzi jest w szpitalach, zostawia to 92 103 pracujące osoby.

W więzieniach siedzi 92 101 osób...

Zostają dwie osoby, aby pracować: Ty i ja...

A Ty siedzisz przed komputerem i czytasz dowcipy.

Żródło: miczek.pl, choć znalezione na GL w wątku o ZUS ;-)

niedziela, 7 czerwca 2009

Prawo do głosowania

Ja go nie mam. Nie mam prawa do oddania głosu w wyborach. Przed chwilą byłam w „moim” lokalu wyborczym i ze zdziwieniem stwierdziłam, że nie ma mnie na liście.

Rok temu przeprowadziłam się do innego mieszkania, wymeldowując się z pobytu stałego w poprzednim mieszkaniu i zameldowując się na pobyt czasowy w obecnym mieszkaniu. Nie spodziewałam się, że w tej sytuacji nie będzie mnie na liście w starym lokalu wyborczym (razem z wymeldowaniem skreślili mnie tam), ale też nie będzie mnie w nowym lokalu wyborczym (nie mam tu pobytu stałego tylko tymczasowy, więc dla nich nie istnieję).

Żeby móc głosować musiałabym się zgłosić do komisji minimum 10 dni wcześniej. Tylko skąd miałam wiedzieć, że zameldowanie tymczasowe będzie nieważne? W końcu to TEŻ jest zameldowanie.

wtorek, 26 maja 2009

Huraganowe żniwa czas zacząć

Wczoraj rozmawiałam z kilkoma znajomymi. Dość pesymistyczny obraz wyłonił się z tych rozmów. Każdy z nich pracuje na własny rachunek – jedni na umowę o dzieło lub zlecenia, inni prowadzą niewielką działalność gospodarczą. Każdy z nich znalazł się w impasie. Od miesiąca –dwóch lub trzech miesięcy nie mają zleceń. Banki nie zamierzają im pomagać w przetrwaniu tego trudnego okresu – mimo dobrej historii kredytowej, mimo wysokich dotychczasowych dochodów. Składki na ubezpieczenia zdrowotne i społeczne schodzą na plan dalszy. Powstaje zadłużenie wobec ZUSu, spłata kredytów hipotecznych czy konsumpcyjnych jest już właściwie niemożliwa. Większość z nich trwa w oczekiwaniu na jakąś zmianę. Gdy nic się nie ruszy w ciągu najbliższego miesiąca planują wyjazd. Ten wiąże się jednak z dużymi obawami. W końcu za granicą też szaleje kryzys. Ich sytuacja materialna wygląda fatalnie. A będzie wyglądać jeszcze gorzej.

Na kryzysie zyskują nieliczni (m.in. firmy windykacyjne), sytuacja części nie zmienia się (przede wszystkim pracowników sfery budżetowej), większość firm traci.

Pesymizm w szacowaniu wzrostu (a raczej spadku) PKB jest obecnie jak najbardziej wskazany. Kryzys to taki huragan, który zrywa z drzewa wszystkie suche liście. Niefortunnie zostawia nienaruszony pewien typ liści czyli właśnie sferę budżetową. Najlepiej się trzymają Ci, którzy nie produkują PKB. To Oni wysysają soki z tych zdrowych, żywych liści – wysuszając je i pozwalając im upaść.

Huragan zaczyna zbierać swoje żniwo…

poniedziałek, 18 maja 2009

Zły Janosik

Pomysł Janosika czyli "Zabrać bogatym, oddać biednym" to pomysł najgorszy z możliwych w przypadku gdy Janosikiem jest "Państwo". Dlaczego? Bo biednieją wszyscy. Bogaci tracą motywację do bogacenia się (przynajmniej takiego legalnego) i schodzą do szarej strefy (bo im więcej państwo zabiera z tego co zarobią tym większe ryzyko związane z nielegalną działalnością się opłaca), a biedni paradoksalnie również się nie bogacą, bo tracą do tego motywację (skoro dostają coś za nic, to nie ma sensu się wysilać, żeby to samo lub niewiele więcej zdobyć ciężką pracą).

A co gdyby wszystko odwrócić? Obecnie w Polsce średnia krajowa to niewiele ponad 2000 netto. Gdyby wziąć medianę zamiast średniej ta kwota byłaby jeszcze niższa. Żeby uprościć założę że zdecydowana większość osób pracujących zarabia od 1000 do 2000, przyjmę więc za kwotę wyjściową zarobków statystycznego Polaka 1500 zł netto. Brutto czyli z podatkami ta kwota wynosi 2700 zł. Gdyby więc ten statystyczny Polak nie oddawał swoich ciężko zarobionych pieniędzy państwu miałby w kieszeni prawie dwa razy więcej. Mógłby więc kupić sobie 2 razy więcej, a jego stopa życiowa o tyle by wzrosła. Żeby było śmieszniej ten statystyczny biedny Polak musi tym jeszcze biedniejszym oddać zdecydowanie więcej niż te 1200 zł. W końcu kupując produkty lub usługi również płaci podatek – VAT, akcyzę i cło a do tego w cenę jest też wliczony podatek producenta czyli CIT i inne parapodatkowe opłaty. Kupowane produkty, gdyby nie musiał płacić podatków byłyby więc przynajmniej dwa razy tańsze – Mógłby więc sobie kupić nie dwa razy więcej produktów, ale w sumie 4 razy więcej produktów. Stopa życiowa rośnie diametralnie – mając 4 razy więcej wydanie paruset złotych na porządne ubezpieczenie zdrowotne i społeczne (prywatne) nie będzie stanowiło żadnego problemu. Jak zachoruje, jak się stanie kaleką czy roślinką i nie będzie mógł pracować i tak będzie mógł się utrzymywać ze swojego ubezpieczenia.

To jednak nie jedyny skutek tak odwróconej sytuacji – w końcu mając 4 razy więcej pieniędzy kupi 4 razy więcej produktów lub usług które ktoś musi wyprodukować i kogoś trzeba do tej produkcji zatrudnić. Pojawia się kolejny dochód – tego pracownika i tego producenta, które również pojawią się na rynku jako dodatkowa konsumpcja lub inwestycje.

Pozostaje się zrzucić na ochronę praw (prawa własności, nietykalności oraz przestrzegania zawieranych (dowolnie) umów), czyli na policję i sądy – ale to akurat bardzo niewielki koszt w porównaniu z obecnym.

To dość uproszczony schemat. Co zrobić z obecnym ZUSem i obecnymi emerytami i rencistami pisałam wcześniej.

Nie wszyscy w takim systemie będą bogaci i piękni, ale lepiej żeby 5% żyło w luksusie, 90% na „godnym” poziomie, a tylko 5% w biedzie, niż żeby 90% żyło w biedzie.

sobota, 18 kwietnia 2009

Hegemon

"Stany Zjednoczone Hegemonem Świata" - powiedział dzisiaj Balcerowicz w wywiadzie w TVP Info.
USA pilnuje porządku na świecie - wykorzystując przewagę militarną. Coś jak Hitler w wymiarze państwowym. No i nie chce wytłuc wszystkich Żydów, tylko inne nacje.
Przesłanki do ataków zbrojnych Hitler miał również dobre. Każdy ma swoje usprawiedliwienie dla działań zbrojnych. Atakujący, atakowany i Hegemon.

piątek, 17 kwietnia 2009

Polska bez ZUSu

Scenariusz marzeń:

ZUS jako instytucja zostaje zlikwidowana.

Pieniądze na emerytury dla osób, które płaciły składki idą ze sprzedaży majątku ZUSu i służby zdrowia plus dodatkowych podatków (jeśli będzie potrzeba). Wypłaty emerytur przejmują urzędy skarbowe lub prywatne firmy ubezpieczeniowe.

Bieżące składki na ubezpieczenia zdrowotne, rentowe i emerytalne każdy ubezpieczony płaci tam gdzie chce - wybiera jedną z wielu konkurujących firm ubezpieczeniowych (ochrona zdrowia) i inwestycyjnych (emerytura).

Kończy się spirala płacenia ciągle na poprzednie pokolenia, każdy zaczyna o swoją emeryturę dbać inwestując pieniądze.

Dla przykładu: Osoba, która płaciła do tej pory co miesiąc ZUSowi składki w wysokości 1000 zł, przestaje płacić tę kwotę. Ubezpiecza się prywatnie:

Składkę zdrowotną płaci w wysokości 300 zł - w tym ma wszystko to co wcześniej obejmowało ZUSowskie ubezpieczenie zdrowotne, ale nie musi czekać miesiącami na zabieg, badania są robione od ręki, lekarze są uprzejmi itp.

500 zł inwestuje na emeryturę - przechodząc na emeryturę może żyć z odsetek, lub z samego kapitału, to co zostanie odziedziczą dzieci (obecnie jeśli się emerytury nie dożyje wszystko co się wpłaciło do ZUS przepada).

Zostaje jeszcze 200 zł, które może urząd skarbowy przejąć w ramach podatku na wypłatę emerytur z ZUS osobom, które zdążyły ZUSowi oddać znaczną część swojego wynagrodzenia.

Pracownicy ZUSu zostają zwolnieni (będą niepokoje społeczne, wzrośnie bezrobocie - część z nich jednak pracę znajdzie (m.in. w prywatnych firmach ubezpieczeniowych), może nawet założy własną firmę i obie te grupy przyczynią się do wzrostu PKB i tym samym spowodują że w dłuższym okresie zapotrzebowanie na pracowników i tak wzrośnie). W związku ze zwolnieniami pracowników mamy miliardy zaoszczędzonych pieniędzy.

Majątek trwały ZUSu prywatyzujemy - a wiemy, że to niemały majątek - mamy dodatkowy przychód ze sprzedaży majątku (na wypłaty dla obecnych emerytów) plus oszczędności z tytułu braku konieczności utrzymywania tego majątku.

Cała służba zdrowia zostaje sprywatyzowana - i tak ochronę zdrowia przejmą ubezpieczenia prywatne - a skoro tak, to znowu się pojawiają miliardy na wypłaty na emerytury…

W takim scenariuszu:

sytuacja obecnych emerytów i rencistów odnośnie ich wypłacanych świadczeń nie zmienia się (na te wypłaty są pieniądze z prywatyzacji plus niewielkiego dodatkowego podatku).

Sytuacja obecnych emerytów i rencistów odnośnie ich możliwości leczenia rośnie - za taką samą cenę mają ubezpieczenie prywatne.

Sytuacja obecnie pracujących i płacących składki - odnośnie możliwości leczenia - jak wyżej. Odnośnie emerytur - w końcu mogą te pieniądze zainwestować a nie oddawać na emerytury swoich rodziców. To co zdążyli “odłożyć” w ZUSie dostaną na emeryturze. Oczywiście im dłużej te składki płacili tym gorzej dla nich, bo tym większa część emerytury będzie ZUS-owska a tym mniej zgromadzą odkładając (inwestując) na zdrowych rynkowych zasadach.

W efekcie: jakość służby zdrowia poprawia się, wysokość przyszłych emerytur znacząco rośnie, dochody emerytów rosną, koszty pracy maleją, zatrudnienie rośnie, gospodarka kwitnie i Polska staje się tygrysem Europy

czwartek, 16 kwietnia 2009

Manifest Palikota

"każde rozwiązanie jest dobre, z wyjątkiem jednego: nicnierobienia..."

Tak pisze Janusz Palikot w swoim Manifeście zawierającym pomysły na ratowanie gospodarki.

Zaczyna od banków. Wychodzi z założenia, że banki powinny być zachęcane do większej akcji kredytowej dla biznesu. Jak je do tego nakłonić? Janusz Palikot wymienia 3 główne elementy:

  • kuszenie niższymi podatkami od dochodów banków
  • obniżenie stopy rezerwy bankowej
  • poszerzenie gamy aktywów zabezpieczających transakcje

Kontrowersyjny pierwszy punkt: niższe podatki dla wybranej grupy to społeczna nierówność szans.

Pozostałe pomysły - ciekawe. Liberalizacja prawa w działalności bankowej to kierunek wolnościowy czyli dobry. Pod warunkiem, że równie wolnościowo nastawieni będziemy w sytuacji gdy banki będą upadały. Jeśli będą utrzymywane przy życiu (dotowane przez państwo) mimo złego zarządzania i oceny ryzyka udzielanych kredytów, to ja jednak jestem przeciwna liberalizacji prawa w kwestii zabezpieczeń udzielanych kredytów.


Zupełnie inna kwestia to czy faktycznie zwiększona akcja kredytowa jest najlepszym rozwiązaniem na pobudzenie gospodarki... Nigdy nie byłam zwolennikiem teorii popytowej. Nawet gdyby przyjąć że pobudzamy w ten sposób akcję kredytową na inwestycje, a nie konsumpcję, to pojawia się pytanie: czy koszty wynikające z mieszania w podatkach (w zależności od typu przedsiębiorstwa i innych przesłanek (np. liczy udzielonych kredytów) nie przewyższą korzyści z takiej operacji?